Deprecated: mysql_escape_string(): This function is deprecated; use mysql_real_escape_string() instead. in /home/bankizywnosci/public_html/niemarnuje.pl/include/function.inc.php on line 38

Deprecated: preg_replace(): The /e modifier is deprecated, use preg_replace_callback instead in /home/bankizywnosci/public_html/niemarnuje.pl/index.php on line 207
niemarnuje.pl - Aktualności

Aktualności

Strona główna Aktualności Archiwum Jak przygotować jedzenie na wakacyjną wyprawę?

Jak przygotować jedzenie na wakacyjną wyprawę?

01-07-2013 Słonko przygrzewa coraz mocniej a za nami i przed nami ulubione święta Polaków – długie weekendy, wakacje, urlopy – warto zastanowić się nad tym co jeść i jak jeść, aby z wolnego czasu czerpać maksimum frajdy i jednocześnie nie marnować jedzenia.


Po pierwsze – zajrzyj do lodówki

Chciałbym spojrzeć na kilka aspektów oszczędzania jedzenia w czasie wypraw i wycieczek. Po pierwsze warto zajrzeć do lodówki w domu i zastanowić się, które z produktów przetrwają czas naszej nieobecności, a które po powrocie nie będą się już nadawały do spożycia. Co możemy przygotować z tych rzeczy które po powrocie nie byłyby już dobre? Co można zamrozić? Każda gospodyni i każdy kucharz mają swoje patenty i preferencje, ale dla wszystkich podróżników istotne są następujące kryteria:

1. Jak będę podróżować? Czy mam do dyspozycji samochód? 

2. Czy zatrzymam się w stałej bazie czy będę podróżował codziennie z całym dobytkiem?

3. Jaki typ wysiłku mnie czeka? Czy będę codziennie zdobywać szczyty i wylewać hektolitry potu, czy raczej smażyć siebie na plaży a mięsiwa na ruszcie?

4. Jak będzie z dostępnością żywności na trasie mojej wycieczki? Czy idziemy na przełaj przez tajgę czy może będziemy uprawiać turystykę miejską i na każdym rogu będzie kawiarnia i spożywczak? W jakim gronie będę podróżował? Czy jadą ze mną osoby o szczególnych wymaganiach dietetycznych?

5. Czy chce wziąć ze sobą coś konkretnego? Jeśli tak jak zadbać aby produkty dotarły na miejsce w dobrym stanie?

Pierwsza kwestia jest fundamentalnie ważna, ponieważ określa nasze możliwości w zakresie transportu i przechowywania żywności. Dziś rzadko kiedy rodzina z dwójką dzieci jedzie maluchem z Katowic na mazury na 3 tygodnie, właściwie zawsze podróżując samochodem mamy miejsce na lodówkę turystyczną (często podłączaną do gniazda zapalniczki i faktycznie chłodzącą a nie tylko izolującą termicznie). W tej sytuacji warto zwrócić uwagę na pakowanie tylko potrzebnych produktów, oprzeć się pokusie dobierania dodatkowego opakowania szynki na wszelki wypadek. Z dużym prawdopodobieństwem szynkę tę wyrzucimy, bo na miejscu bardziej skuszą nas ryby ze smażalni czy oscypki.

W przeciwnym wypadku, kiedy pakujemy się do samolotu, pociągu, lub na rower należy pamiętać że czeka nas noszenie wszystkiego na własnych plecach. Zwłaszcza w sytuacjach turystyki pieszej czy rowerowej każdy gram obciążenia jest wart rozwagi. Na pokład samolotu nie wniesiemy w bagażu podręcznym żadnych pojemników o pojemności większej niż 100ml. Choć te regulacje obowiązują od czasu próby zamachu z płynnymi bombami, a zatem już prawie dekadę, na lotniskach bardzo często widzi się ludzi wyrzucających podczas kontroli bezpieczeństwa butelki napojów, dżemy, czy masła orzechowe.

 
Po drugie – spakuj odpowiednio do Twoich potrzeb

Druga sprawa wpływa na logikę pakowania, a także rodzaje pakowanych produktów. Idąc przez góry w podróży między schroniskami należy szykować się na to że noc zastanie nas przed osiągnięciem celu, ale raczej ni zdarzy się to częściej niż raz. Poza wyprawami zupełnie ekstremalnymi nie potrzebujemy mieć ze sobą więcej jedzenia niż na przekąski w czasie popasów. Szkoda własnych sił i pleców na taszczenie tygodniowego zapasu pulpetów w słoikach, bo te 10 dodatkowych kilogramów może oznaczać skręconą kostkę, albo w przypadku turysty o słabszych nerwach słoiki polecą w przepaść podczas cięższego podejścia, a marnowanie jedzenia jest zdecydowanie naganne ;)

Jeśli zatrzymujemy się co noc w tym samym schronisku, hostelu czy apartamencie i mamy dostęp do lodówki nie ma przeszkód aby zaopatrywać się na kilka dni do przodu. W niektórych hostelach goście wyjeżdżając zostawiają swoje niedojedzone zapasy, których nie chce im się taszczyć na osobnych półkach. Warto dowiedzieć się przed wyjazdem czy w odwiedzanym przez nas miejscu obowiązuje taki zwyczaj.


Czekolada i pomidor – brać czy nie?

Trzecia kwestia dotyczy bardziej składu naszych zapasów. Ja osobiście lubię aktywny wypoczynek i przejeżdżając rowerem 100 kilometrów po górach spokojnie wypalam 3-4 tysiące kalorii. W sytuacji takiego trochę większego wysiłku warto mieć zapasy łatwo dostępnej energii – jeśli ktoś nie ma ochoty na suplementy przygotowywane z myślą o sportowcach, to w tych sytuacjach sprawdzają się również słodycze. Kanapka z szynką parmeńską, musztardą i pomidorem, jakkolwiek prezentuje się pięknie, zwłaszcza przystrojona świeżą bazylią, w sytuacji marszu przez bagna albo przejażdżki po górach zgniecie się, pomoczy pół plecaka i raczej nie będzie wyglądała kusząco po 8 godzinach w 35 stopniowym upale.

Jedzenie wspomagające nas w wysiłku pakujemy tak żeby było odporne na zgniecenia, w porcjach na jednorazowe posiłki i wybieramy produkty którym nie zaszkodzą warunki pogodowe. Czekolada w upale będzie nadawała się raczej do rozsmarowania po nowopoznanych współtowarzyszach podróży, a zatem dalszej utraty kalorii a nie wzmocnienia. Kanapki zapakowane razem w jedną większą torbę pewnie się po niej rozlecą. Pomidora zamiast kroić i pakować w kanapki lepiej nieść w sztywnym pojemniku i pogryzać jak jabłko do suchych kanapek.

Jest bardzo ważne, aby dbać o dobre nawodnienie organizmu. W upale tracimy nie tylko wodę ale również mikroelementy kluczowe między innymi dla procesu elektrolitycznego serca. Zatem ważne jest nie tylko aby pić ale też co pijemy – odradzam słodkie napoje, sprawdzają się woda, soki (choć też unikam słodszych), czy kefir i inne nie słodzone przetwory mleczne. W wyższych temperaturach i przy większym wysiłku można zainteresować się napojami izotonicznymi, albo musującymi zestawami mikroelementów (szczególnie ważne są magnez i potas).


Kupuj na miejscu


Cztery - W chwili obecnej nawet jadąc w najdziksze ostępy Bieszczad zawsze jesteśmy w odległości nie większej niż pół dnia marszu od jakiegoś sklepu. O ile nie mamy ostrych wymagań dietetycznych, które skazują nas na sklepy specjalistyczne, właściwie zawsze wystarczy kilka kanapek czy owoc, baton, coś do picia. Nie ma sensu prowiantować się jak na trzecią wojnę światową przed 5 kilometrowym spacerem. Nie warto zabierać ze sobą większych ilości produktów, które ogrzane będą wymagały natychmiastowego spożycia.

Osoby na specyficznych dietach, niezależnie czy kierują się względami zdrowotnymi czy światopoglądowymi na ogół wiedzą czego potrzebują, ale znów – jeśli mamy obawy że zabraknie np. bezglutenowego sosu sojowego, czy słodyczy wolnych od żelatyny warto wyszukać sklepy w okolicy i upewnić się czy przypadkiem nie skazujemy się na zbędne obciążenia. Od kiedy podczas spływu kajakowego, w popegieerowskiej wsi kupiłem w sklepie gsu włoskie tagiatelle, suszone pomidory, kapary i anchois, podchodzę z rezerwą do obaw o to, że czegoś nie będzie.


Grilluj bezpiecznie

Po piąte wreszcie, nasz narodowy sport, a zatem grillowanie, często pobudza kreatywne zapędy. Jak powszechnie wiadomo mięso jest lepsze o ile wcześniej zostanie potraktowane przyprawami. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli upieramy się jechać z Rzeszowa do Łeby pociągiem TLK wioząc ze sobą podudzia z kurczaka to wymagają one określonego przygotowania.

Przyczyną psucia się mięsa i wszystkich innych produktów spożywczych są bakterie i grzyby. Te niewidzialne dranie aby zaszkodzić naszemu jedzeniu, a potem nam wymagają sprzyjających warunków do wzrostu i bezpośredniego dostępu do jedzenia.
 
Mięso świeże ze względu na swój skład (duża zawartość wody i białka), wysoką aktywność wody i co za tym idzie możliwość bardzo szybkiego wzrostu drobnoustrojów, musi być bezwzględnie przechowywane i przewożone w temperaturze nie przekraczającej 7 stopni Celsjusza, ale lepiej poniżej 5oC.

[Prof. dr hab. Danuta Kołożyn-Krajewska, Polskie Towarzystwo Nauk Żywieniowych]


Zatem gdy jadę na grilla na działkę pod miastem zabezpieczam mięso marynatą. Od niepamiętnych czasów ludzie do konserwowania mięsa używali soli, jest to jeden z skutecznych sposobów, dobrze sprawiają się też gęste ciecze odcinające dopływ powietrza do mięsa – marynaty z oliwy, albo sosu sojowego z musztardą, wszelkie sosy na bazie octu czy soku z cytryny i ziół.
Wybór konkretnego sposobu zależy oczywiście od indywidualnego smaku, ale mój osobisty ulubiony zestaw na ruszt to karkówka w musztardzie, cebuli, czosnku i sosie sojowym, kurczak w oliwie, ostrej papryce i pieprzu ziołowym oraz żeberka w oliwie z miodem i chili. Nie zdarzyło mi się jeszcze żeby któreś z tak zamarynowanych mięs mi się zepsuło, a nie raz moczyły się w swoich zalewach nawet półtora dnia. Oczywiście zgodnie ze zdrowym rozsądkiem dbamy o przechowywanie nawet zamarynowanych mięs w możliwie chłodnych miejscach.


Tekst: Tymon Radwański
Zdjęcia: sxc.hu, flickr

Archiwum:

Banki Żywności

Wykonanie StudioGraficzne.com